poniedziałek, 18 września 2017

Po mojej ciemniejszej stronie Bugu


Adolf Hitler nie miał co do tego wątpliwości: Stalin był jedynym człowiekiem, który mógł pokrzyżować mu plany. Kanclerz III Rzeszy krążył zamyślony po swojej posiadłości w Berghofie. Wiedział, że jeśli chce zaatakować Polskę, musi najpierw przeciągnąć na swoją stronę sowieckiego dyktatora. I tak uczynił: w 1939 roku zaproponował mu pakt, oferując połowę terytoriów Rzeczypospolitej”
„Świat i wiedza” listopad 2016


Gdy Niemcy cofnęli się za Bug, zgodnie z wczesniejszą umową, do akcji wkroczyła Armia Czerwona. Zaczęły się wywózki na Syberię, a wychudzone szkapy obgryzały pokryte mchem płoty. Babcia mego męża wspomina, że nigdy nie widziała chudszych koni i mniej cywilizowanych zachowań żołnierzy, którzy na nich przyjechali.
U nich w domu zamieszkała ruska prokurator. Nie była to wymarzona sytuacja, ale przyjęta bez szemrania. Stawką mogło być życie lokatorów. Ale paradoksalnie to dzięki tej kobiecie przeżyli. Mając sentyment do babci, odwlekała jak można było najdłużej wywóz ich rodziny na Syberię. Dziadek był przedwojennym policjantem, a co za tym idzie plugawym inteligentem. Takich rzeczy polityka Kremla nie wybacza.  Takie robactwo się likwiduje. Radziecka prokurator okazała się ich Aniołem Stróżem.
Wczesnym latem 40 roku zaczęły się gorączkowe prace wzdłuż granicy z III Rzeszą. Stalin szykował się do wojny z dotychczasowym sojusznikiem. Szereg fortyfikacji, znany pod nazwą Linia Mołotowa miał pomóc zatrzymać działania nieprzyjaciela na czas mobilizacji. Do pracy powołano szemrane jednostki budowlane złożone z rożnego elementu i siłą zmuszano do pomocy w budowie okolicznych mieszkańców. 


cd: http://www.podlasieswiat.com/blog-g322oacutewny/po-mojej-ciemniejszej-stronie-bugu

piątek, 15 września 2017

Kuchenne okno


Zawsze chciałam mieć w kuchni okno na wysokości zlewu. Pomaga zapomnieć o zmywaniu. Jest jak teatralna loża. A w nim - cały przekrój życia...

Akt pierwszy

To był bardzo krótki akt. Jękliwe szarpnięcie struny. Nie zdążyłam mieć do nich żadnego stosunku. Widziałam ich z daleka, przez kuchenne okno. Może kilka razy tylko. Nie patrzyli w moją stronę, gdy podkurczone ciała wlekli do domu ze spaceru. Co za tym idzie - nie machaliśmy sobie ręką na powitanie. Zbyt starzy na życie. Zbyt zmęczeni. Najpierw odeszła ona. Jak na chwilę, do warzywniaka po marchewkę. On, zdumiony brakiem jej powrotu pod osłoną krótkich dni, nie wiadomo kiedy wyniósł się ze świata. Głupio jakoś tak to wszystko. Mimochodem. Zawstydziłam się. Nie zdążyło mi być przykro.